Na początku był absurd.
Absurdalna, nawet jeśli wywołana subiektywnie szlachetnymi pobudkami, była przecież potrzeba drugiego i „lepszego” uczczenia ofiar katyńskiego mordu, jakby uroczystość z udziałem premierów Tuska i Putina była tylko mało znaczącą (jeśli nie podejrzaną lub wprost niecną) przygrywką do Prawdziwej Celebracji Rocznicy. Absurdalna - widoczna chęć przebicia pierwszej uroczystości przez drugą, czemu służyć miała w szczególności ilość i ranga uczestniczących w tej drugiej przedstawicieli Państwa i Narodu Polskiego. Ten martyrologiczno-patriotyczny wyścig, który Prezydent postanowił uruchomić i wygrać, był słusznie krytykowany, gdy tylko się rozpoczął. Zwłaszcza że skłaniał do dość naturalnego podejrzenia, iż chodzi w nim nie tylko i nie tyle o oddanie hołdu ofiarom, ile o uzyskanie punktów w walce politycznej, która nie tylko w Polsce, ale w Polsce zwłaszcza, wciąż jest w ogromnej mierze walką o ustanowienie i zawłaszczenie symboli.